wywiad z Lee

Skąd wziął się pomysł Matki?

Pracowałem nad sztuką, która miała przedstawiać rodzinę imigrantów z Irlandii mieszkającą w Londynie. To był początek w tym sensie, że zacząłem myśleć o dramacie relacji rodzinnych, o samej instytucji rodziny, o odpowiedzialności za dzieci oraz o lęku, by ich nie zawieść. Te pytania, problemy, z którymi nie spotkałem się podczas pracy nad wcześniejszymi projektami, stały się punktem wyjścia, ziarnem, z którego zaczął kiełkować nowy pomysł.

Kiedy przygotowywałem się do pisania sztuki, poszukiwałem różnych obrazów, i wówczas pojawił się pomysł Matki. Jej obraz dostrzegłem w pewnej kobiecie – w jej postaci, w samym wyglądzie było wiele sprzeczności (film, do pewnego stopnia podświadomie, ukazuje podobne cechy), były w niej ślady zmęczenia i cierpienia, jednak był w niej również spokój. Wtedy człowiek zaczyna zadawać sobie pytania: kim jest ta kobieta? Dlaczego znajduje się w takim a nie innym miejscu swojego życia? Co tu robi? Jaka jest jej historia? Czy ma męża? Czy jest matką? To był początek.

Gdy zadajesz takie pytania na temat tej kobiety, zaczynają pojawiać się odpowiedzi i zaczyna rozwijać się historia. Problemem są tu następstwa takiego a nie innego postępowania: jeśli wciąż robisz to samo, w końcu okazuje się, że stoisz w miejscu, dlaczego ona (kobieta ze zdjęcia) wciąż postępuje tak samo? Wobec jakich wyzwań – emocjonalnych, psychologicznych i fizycznych –  staje ta kobieta (tu pojawia się problem uzależnienia), gdy chce przerwać to błędne koło? Co może ją doprowadzić do życiowego przełomu – czy taki przełom jest w ogóle możliwy?

Oczywiście w takiej sytuacji każdy zaczyna się również zastanawiać nad swoją rodziną, nad tym, jak jego własne przeżycia znajdują odzwierciedlenie w opowiadanej historii. Gdy miałem już zarys głównych postaci, mogłem zacząć pisanie, jednak chciałem, by proces ten był ciągłym odkrywaniem, by był w pewnym sensie nieprzewidywalny, by uzyskał swą własną dynamikę, dzięki której żadna z postaci nie ma w istocie wpływu na swój los. Właśnie to poczucie łączy bohaterów ze sobą. Chciałem o swoich bohaterach dowiedzieć się czegoś nowego, coś odkryć – stąd początkowo scenariusz opisywał akcję osadzoną w realiach brytyjskich, a skończyło się na opowieści, której akcja rozgrywa się w Polsce! Ostatecznie zaś scenariusz napisałem podczas pobytu w Australii – i był to drugi z kolei scenariusz, jaki napisałem przebywając w tym kraju! Wydaje się, że przeszedłem dość długą drogę, by napisać scenariusz, ale chyba najbardziej do napisania tej historii potrzebowałem właśnie dystansu. Najważniejsze, że to zadziałało. Choć historia rozgrywa się w Polsce, to ostatecznie miałem poczucie, że jest uniwersalna, więc tak naprawdę mogła się wydarzyć wszędzie.

Ile czasu upłynęło między napisaniem scenariusza a nakręceniem filmu?

Sporo, w zasadzie kilka lat, zbyt długo, głównie dlatego, że byłem nieco z boku świata filmowego (w zasadzie nie jestem pewien, czy kiedykolwiek byłem naprawdę częścią tego świata) – zajmowałem się wtedy innymi rzeczami, budowałem swoją firmę pracując w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce. To samo w sobie jest interesujące, bo dało mi poczucie dystansu, oddalenia się od tej historii, a gdy znów do niej wróciłem, kolory wydawały się już inne, historia stawiała mi nowe, trochę inne wyzwania – była aktualna i ekscytująca, ale jeszcze bardziej złożona, a jej ładunek emocjonalny był silniejszy niż kiedykolwiek.

Później pojawiły się dwa czynniki, które sprawiły, że ostatecznie zacząłem realizować film. Pierwszym było spotkanie z Wernerem Herzogiem w Rouge Film School w Londynie – po nim zostało mi zdanie, niczym ojcowski nakaz, które brzmiało mi w uszach: Lee, musisz wykorzystać szansę, by stać się filmowcem! Werner Herzog obejrzał wcześniej 5-minutowy materiał, który przygotowałem z moim reżyserem obrazu, Pawłem Dyllusem. 6 miesięcy później działała już moja firma producencka, zgromadzone były środki finansowe i rozpoczęliśmy przygotowania do produkcji. Drugi powód? Zostałem ojcem!

Dlaczego nakręciłeś ten film w Polsce? Jak się tu pracowało?

Polskę odkryłem w zasadzie przez przypadek. Zostałem zaproszony do pracy przy produkcji Makbeta w Teatrze Śląskim w Katowicach. Zostałem tu na dłużej i mieszkam na Śląsku. Śląsk to niezwykle zróżnicowany wewnętrznie region, od razu poczułem z tym miejscem swoistą więź i pewnego dnia doznałem niemal olśnienia: Śląsk to idealne płótno, na którym można namalować moją historię. Chciałem stworzyć opowieść w stylu dokumentalnym, jednak skupiając się na tym, co leży pod powierzchnią surowego realizmu, stąd wydarzenia przedstawione w filmie wpisane są w ramy narracji niby-dokumentalnej. Śląskie lokalizacje umożliwiały takie właśnie podejście. Po upadku komunizmu i wejściu w struktury Unii Europejskiej region ten zmaga się ciągle z wyzwaniem, jakim jest przejście ze starego do nowego porządku. Energia, która jest w tym procesie niezbędna oraz poczucie niepewności, jakie mu towarzyszy, stanowią dla mnie ważne tło w filmie, i to raczej w perspektywie ekonomicznej niż czysto politycznej. Oczywiście do produkcji filmu potrzeba połączenia wielu elementów: producentów, aktorów, ekipy, lokalizacji. W Polsce udało się wszystkie te elementy skompletować w sposób, o jakim mi się nie śniło. Myślę, że bycie outsiderem bardzo pomaga! Mam tu teraz drugą (filmową) rodzinę i rysują się przed nią niezwykle ciekawe perspektywy.

O czym jest film?

Najprostsza odpowiedź brzmi: obejrzyj film, a jeśli potem będziesz miał jakieś pytania, przemyślenia, jeśli coś zwróci twoją uwagę, wyślij mi e-maila. Z przyjemnością odpowiem na pytania osobiście.

Jak się pracowało na planie? Jak oceniasz ten projekt po zakończeniu zdjęć?

Pracowało się wspaniale, niewiarygodnie wręcz miło. Oczywiście robienie filmu to ciężka praca, ale podróż, jaką odbyliśmy, była wspaniała.

Ludzie, którzy z nami pracowali, byli na planie dlatego, że chcieli z nami przeżyć tę przygodę. Przed zaproszeniem ich do współpracy tę sprawę stawiałem bardzo jasno! Dotyczyło to zarówno aktorów, których wybór trwał długo – podróżowałem po Polsce oglądając ich grę lub po prostu spotykając się z nimi – jak i kompletowania ekipy. Najważniejsze, że każdy wniósł coś od siebie do procesu tworzenia, wzbogacał w jakiś sposób samą historię. Naszym celem było wykorzystanie energii gry aktorów, by nawiązać kontakt z emocjami widzów, bardzo nam zależało, by nic nie przeszkadzało w tej bezpośredniości reakcji widzów. Nie czułem też potrzeby wyjaśniania wszystkiego – po prostu podążaliśmy za wydarzeniami, które wyłaniały się z historii. Z bardziej technicznego punktu widzenia mogę powiedzieć, że zależało nam, by to aktorzy i przestrzeń dyktowali ruchy kamery i bardzo wiele pracy włożyliśmy w to, by odkryć i zbadać nowe możliwości, których wcześniej, w czasie przygotowań, nie braliśmy w ogóle pod uwagę.